Prosty człowiek bez talentów, za to z czterema nerkami - to ja... Ani intelektem nie błyszczę, ani nie pcham się w pierwsze rzędy z urodą. Piszę sobie o różnych sprawach, najczęściej dzielę się tym co przeczytam, obejrzę lub wysłucham.
środa, 08 lutego 2017

Zasady są proste, gra się jak w prawda czy wyzwanie, z tym, że nie istnieje opcja wyboru prawdy. Venus, dołącza do Nerve New York, po tym jak jej koleżanka Sidney, zarzuca jej brak pewności siebie i stwierdza, że dziewczyna "w ogóle nie żyje". Pierwsze zadanie jest względnie łatwe. Poznaje wtedy IANa (odruchowo, prawie napisałem inne imię, ale nie mógłbym z tym żyć). W miarę jak gra się rozkręca, a na koncie Vee pojawiają się coraz większe sumy, sprawa nieco zaczyna się komplikować. Niestety, z gry nie da się odejść, nie tracąc zdobytych pieniędzy. Film jest bardzo dobrze zrobiony. Pokazuje idealnie obecne czasy. Nie rozstajemy się z elektroniką, chętnie patrzymy co robią inni i komentujemy. Myślę, że ta krótka notka w zupełności wystarczy. Nie ma się co niepotrzebnie rozpisywać. To warto zobaczyć.
8/10 

Wiele już powiedziano i napisano o tym filmie. Nadeszła więc pora, bym i ja się wypowiedział. W wielu punktach ekranizacja łączy się z książką, jednak jak to zwykle bywa, sporo pominięto i sporo zmieniono. Na początku film jest ogromną psychodelą. Profesor Langdon nic nie pamięta i męczą go piekielne wizje - naprawdę świetnie to stworzono, miało przerażać i w sumie przeraża. Z biegiem czasu i w miarę napotykania kolejnych osób, wszystko sobie przypomina i za pewne cytuje sobie w głowie wersy Tedego "może, rzeczywiście to jest Matrix, nie jest rzeczywiste to na co patrzysz..." ;). W opisach filmu trudno znaleźć nawiązanie do bohatera centralnego (tak go nazwę, bo wokół jego dzieła obraca się film), naukowca Bertranda Zobrista (warto też wspomnieć o Dante Alighierim, to bohater centralny numer 2). Wykład rozpoczynający film obudzi w każdym z Was (gwarantuję, choćbyście nie wiem jak miłosierni byli), instynkt przetrwania i pomyślicie - cholera, ten facet ma rację! Porównywanie filmu z książką w proporcji 1:1 oczywiście nie ma sensu. Trzeba pamiętać, że film jest oparty na książce, a nie jest jej wiernym odwzorowaniem. Może stąd tyle negatywnych not dla filmu. Czytelnicy po prostu się rozczarowali. Ja przeczytałem Inferno, właściwie w dniu Polskiej premiery i może dlatego, że mało pamiętam (choć zakończenie zapamiętam na zawsze), film mnie nie zawiódł i był dla mnie bardzo dobrym widowiskiem. Trzyma w napięciu, jest psychodela, jest też (niestety), wątek miłosny (x2), który zwalnia tempo filmu i nie ukrywam, że psuje jego odbiór. Dlatego moja ocena, to 8/10.
Pamiętajcie, jest 11:59! Czas się obudzić...

niedziela, 22 stycznia 2017

"Nienawidzę, Cię Polsko, na to nic nie poradzę, nienawidzę Cię Polsko, bo nade mną masz władzę" - śpiewa Czesław Mozil w piosence "Nienawidzę Cię Polsko", swojego zespołu Czesław Śpiewa i myślę, że od tej chwili wiadomo o jaką nienawiść w tym wpisie chodzić będzie.
Jakiś czas temu (ponad rok), mój brat zapytał czy wybieram się na Warszawski Festiwal Piwa. Odpowiedziałem od razu, że nie, bo "nie wyobrażam sobie jak można zapłacić za jedno piwo równowartość trzech lub więcej" (czasem dużo więcej). Następnie doszło do pewnej sytuacji, mianowicie, ten sam brat poczęstował mnie piwem zrobionym przez naszego wspólnego kolegę... Nie byłem zachwycony smakiem, bo zwykle piwo smakiem się nie narzuca, a w tym czuć było gorycz, cytrusy i inne dziwactwa, których nie jestem w stanie określić. Był to jednak kamień milowy w kwestii kraftów jeśli o mnie chodzi. Zdecydowałem się odwiedzić WFP i zasmakować luksusu. I tak to się zaczęło... Smaki od nieznośnej goryczy po wykręcający ślinianki kwas uderzyły prosto do mózgu! Bogactwo smaków i aromatów - serio? W piwie?! Ano w piwie... Piwa, które mamy okazję znać z reklam, bądź lodówek sklepowych, nie zawierają w sobie ekwiwalentu słowa PIWO. Każde z nich jest niemal identyczne, płacimy właściwie tylko za nazwę i producenta, a z tego co zdążyłem się zorientować na Polskim rynku międzynarodowych jasnych lagerów jest ich trzech. Dlaczego nienawidzę kraftu? Ponieważ po zapoznaniu się z przeróżnymi gatunkami piw - powąchaniu ich, posmakowaniu - nie jestem już w stanie spojrzeć przyjaznym okiem na Perłę i powiedzieć - no chodź tu do mnie maleńka... Zacząłem w piwie szukać smaków i aromatów, nie wystarcza mi już, tylko to, by było zimne i gasiło pragnienie. Jestem pewien, że nie będę regularnie pisał na tym blogu na temat piwa rzemieślniczego, bo mam zbyt zniszczony nos i język by się szerzej wypowiadać na takie tematy, po za tym obcuję z kraftem na poważnie niespełna trzy miesiące. Chciałbym jednak czasem coś Wam polecić...
Na obrazku do posta znajduje się piwo Yggdrasil z browaru braci Waszczuk - Browar Waszczukowe. Chciałem je Wam polecić, ponieważ wywarło na mnie największe wrażenie podczas mojego pierwszego WFP. Czy przeszło Wam kiedyś przez myśl, że można uwarzyć piwo na zielu krwawnika oraz owocach jałowca? Ano można! Efekt jest powalający...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15